- Catherine Levon! Zayn Malik! - słyszę, a moje imię rozbrzmiewa w mojej głowie. Dlaczego ja? Nic nie zrobiłam. Przez to muszę jechać na Śmiercionośne Zawody. Jeszcze Zayn! Kurwa! Ja go nie trawię. Pełno tatuaży, piercing, a do tego szuka dziewczyn tylko na jedną noc. Pedał. Dobrze, że umiem jeździć na motorze i strzelać. Para, która wygra ma wieczną chwałę. To już po nas. Umrzemy.
Idę wkurwiona do domu, tym, co usłyszałam. Ja? Na takie coś?
Nagle upadam. Zostałam przed chwilą potrącona przez jakąś osobę. Wstaję i patrzę na chłopaka, który był sprawcą.
- O! Proszę, proszę. Czyżby Zayn Malik? - mówię z pogardą.
- Cześć Kate - mruczy pod nosem. Widać, że powstrzymuje się od wybuchu agresji. - Więc... Jedziemy razem do... sama wiesz gdzie - jęczy.
- Ta - wzdycham. - Może to i lepiej. Umrę i nie będę marnowała więcej swojego życia - z mojego oka wypływa łza. Zayn stojący naprzeciwko mnie ściera ją. Automatycznie robię krok w tył. - Mnie nie zwabisz do łóżka - syczę przez zęby i daję mu w twarz. On odchyla głowę do tyłu. Po chwili łapie się za czerwony policzek i się do mnie uśmiecha.
- Nieźle bijesz - mówi. - Pamiętaj, że jutro wyjeżdżamy - super.
- Ta - mówię i się odwracam na pięcie, po czym robię krok w przód. Jednak Zayn mnie zatrzymuje łapiąc mój nadgarstek. Zatrzymuję się i odwracam się.
- Odprowadzić cię? Jest ciemno, a nie wiadomo jacy ludzie się tutaj czają - spoglądam na lampę stojącą nad nami, która słabo się świeci. Wzdycham głęboko.
- Dobra - mówię i zaczynam iść w stronę mojego domu. Zayn idzie tuż obok mnie. Spogląda co chwilę na mnie. Idiota.
- Um... może chcesz gdzieś jutro wyjść koło 16?
- Jutro wyjeżdżamy, pedale - mówię, a na jego twarz wkrada się chytry uśmieszek.
- Wylatujemy dopiero o północy.
- Wylatujemy? - mówię zdziwiona.
- Helikopterem.
- Kurwa, w co ty kręcisz? Jesteś zbyt spokojny - mówię.
- Powstrzymuję się. Jest ciężko przy tobie - mówi.
- Och, okej - mówię. - Jesteś głupszy niż myślałam - mówię pod nosem.
- A ty ładniejsza niż myślałem - mówi, a my stajemy pod moim domem.
- Nara - mówię i wchodzę do mojego pustego domu, w którym jak zazwyczaj mieszkam.
- Nieźle bijesz - mówi. - Pamiętaj, że jutro wyjeżdżamy - super.
- Ta - mówię i się odwracam na pięcie, po czym robię krok w przód. Jednak Zayn mnie zatrzymuje łapiąc mój nadgarstek. Zatrzymuję się i odwracam się.
- Odprowadzić cię? Jest ciemno, a nie wiadomo jacy ludzie się tutaj czają - spoglądam na lampę stojącą nad nami, która słabo się świeci. Wzdycham głęboko.
- Dobra - mówię i zaczynam iść w stronę mojego domu. Zayn idzie tuż obok mnie. Spogląda co chwilę na mnie. Idiota.
- Um... może chcesz gdzieś jutro wyjść koło 16?
- Jutro wyjeżdżamy, pedale - mówię, a na jego twarz wkrada się chytry uśmieszek.
- Wylatujemy dopiero o północy.
- Wylatujemy? - mówię zdziwiona.
- Helikopterem.
- Kurwa, w co ty kręcisz? Jesteś zbyt spokojny - mówię.
- Powstrzymuję się. Jest ciężko przy tobie - mówi.
- Och, okej - mówię. - Jesteś głupszy niż myślałam - mówię pod nosem.
- A ty ładniejsza niż myślałem - mówi, a my stajemy pod moim domem.
- Nara - mówię i wchodzę do mojego pustego domu, w którym jak zazwyczaj mieszkam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz