wtorek, 26 sierpnia 2014

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział II

Budzę się. Od razu słyszę dzwonek mojego telefonu. Siadam na łóżku i biorę z mojej cholernej szafki nocnej telefon. Jest na nim SMS. Aha? Od nieznanego. Kto to? Odblokowuję telefon. Jest na nim taka wiadomość:
Skąd on do cholery mam mój numer?! Dobra, to nie jest teraz najważniejsze. Czy Zayn Malik właśnie teraz chce się ze mną spotkać? O KURWA! Szybko odpisuję. Nie myślę nawet co piszę.

Już mi nie odpisuje. To chyba znaczy, tak? Nie? Ehh... Dziwnie się czuję wiedząc, że go nienawidzę. A może to tylko moja podświadomość mi to mówi, a serce co innego? Nie wiem.
Zwlekam się z łóżka i ubieram się. Szybko się czeszę. Sprawdzam godzinę. Jest 9:42. Dzwoni dzwonek. Schodzę na dół i otwieram drzwi. Moim oczom ukazuje się Zayn.
- Co za punktualność - mówię sarkastycznie. - Wejdź - chłopak kiwa głową i wchodzi za mną do domu zamykając drzwi.
- Myślałem, że dłużej ci zejdzie, bo makijaż - mówi, a ja się odwracam. Stoimy w salonie.
- Nie mam makijażu. Po co to dziewczynom? Wyglądają jak wiedźmy, co niektóre - mówię, a on się lekko uśmiecha. Siadam na kanapie, a Zayn koło mnie. - Więc, co cię do mnie sprowadza? - pytam się z lekką irytacją.
- Chciałem się lepiej poznać - mówi - to chyba najlepsze wyjście. Może zapomnijmy o naszej wojnie na ten czas? - dokańcza, a ja zaciskam ręce w pięści i wstaję. 
- Zapomnieć?! Myślisz, że zapomnę, że twoi rodzice zabili MOICH rodziców?! - krzyczę, a z moich oczu lecą łzy. Zayn wstaje i już widać, że jest nieźle wkurwiony.
- Moi rodzice też nie żyją! Nie widzisz, że też mi jest ciężko?! - krzyczy.
- Dobrze im tak - rzucam, a on łapie mnie za ramię.
- Coś ty powiedziała? - mówi, a z każdą sekundą coraz bardzie zwiększa się ból jego ucisku. - Pytam się! - krzyczy, a do moich oczu napływają łzy. Może i jestem pyskata i umiem się bić, ale też mam uczucia.
- Sprawiasz mi ból - mówię cicho, a on rozszerza oczy i zabiera szybko rękę. Patrzę na moje czerwone ramię i daję w ryj Zayn'owi. - Idiota - komentuję jego postawę, a on siedzi cicho. Klękam i chowam twarz w swoich drobnych dłoniach. Zaczynam płakać. Zayn również klęka. Próbuje mnie dotknąć, ale odpycham natychmiastowo jego rękę. Zayn przygryza ze zdenerwowania dolną wargę. - Nie dotykaj - syczę, a on na mnie patrzy znów wkurzony.
- Co z tobą nie tak? - mówi, a ja patrzę się na niego z pogardą.
- Ze mną?! Ty mnie bijesz! Nie ja ciebie! Zobacz co mi zrobiłeś - mówię pokazując mu moje sine ramię.
- Zasłużyłaś sobie - mówi głośno, a ja nie wytrzymuję. Wstaję i wychodzę z domu.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Rozdział I

- Catherine Levon! Zayn Malik! - słyszę, a moje imię rozbrzmiewa w mojej głowie. Dlaczego ja? Nic nie zrobiłam. Przez to muszę jechać na Śmiercionośne Zawody. Jeszcze Zayn! Kurwa! Ja go nie trawię. Pełno tatuaży, piercing, a do tego szuka dziewczyn tylko na jedną noc. Pedał. Dobrze, że umiem jeździć na motorze i strzelać. Para, która wygra ma wieczną chwałę. To już po nas. Umrzemy.
Idę wkurwiona do domu, tym, co usłyszałam. Ja? Na takie coś?
Nagle upadam. Zostałam przed chwilą potrącona przez jakąś osobę. Wstaję i patrzę na chłopaka, który był sprawcą. 
- O! Proszę, proszę. Czyżby Zayn Malik? - mówię z pogardą.
- Cześć Kate - mruczy pod nosem. Widać, że powstrzymuje się od wybuchu agresji. - Więc... Jedziemy razem do... sama wiesz gdzie - jęczy.
- Ta - wzdycham. - Może to i lepiej. Umrę i nie będę marnowała więcej swojego życia - z mojego oka wypływa łza. Zayn stojący naprzeciwko mnie ściera ją. Automatycznie robię krok w tył. - Mnie nie zwabisz do łóżka - syczę przez zęby i daję mu w twarz. On odchyla głowę do tyłu. Po chwili łapie się za czerwony policzek i się do mnie uśmiecha.
- Nieźle bijesz - mówi. - Pamiętaj, że jutro wyjeżdżamy - super.
- Ta - mówię i się odwracam na pięcie, po czym robię krok w przód. Jednak Zayn mnie zatrzymuje łapiąc mój nadgarstek. Zatrzymuję się i odwracam się.
- Odprowadzić cię? Jest ciemno, a nie wiadomo jacy ludzie się tutaj czają - spoglądam na lampę stojącą nad nami, która słabo się świeci. Wzdycham głęboko.
- Dobra - mówię i zaczynam iść w stronę mojego domu. Zayn idzie tuż obok mnie. Spogląda co chwilę na mnie. Idiota.
- Um... może chcesz gdzieś jutro wyjść koło 16?
- Jutro wyjeżdżamy, pedale - mówię, a na jego twarz wkrada się chytry uśmieszek.
- Wylatujemy dopiero o północy.
- Wylatujemy? - mówię zdziwiona.
- Helikopterem.
- Kurwa, w co ty kręcisz? Jesteś zbyt spokojny - mówię.
- Powstrzymuję się. Jest ciężko przy tobie - mówi.
- Och, okej - mówię. - Jesteś głupszy niż myślałam - mówię pod nosem.
- A ty ładniejsza niż myślałem - mówi, a my stajemy pod moim domem.
- Nara - mówię i wchodzę do mojego pustego domu, w którym jak zazwyczaj mieszkam.